Przysłuchiwałam się ich rozmowie, drżąc na całym ciele. Przed oczami miałam krwawe, przerażające litery, które układały się w równie przerażające słowo: PSYCHOPACI. Strach mnie sparaliżował. Nie potrafiłam się ruszyć, mówić ani nawet przełknąć śliny. Leżąc pod kocem do głowy zaczęły mi przychodzić najgorsze scenariusze, które Leila uwielbiała w swoich opowiadaniach; wyprucie flaków, odcinanie głowy, rozczłonkowanie, ćwiartowanie czy nawet oskórowanie. Przypomniał mi się też film, gdzie porywacz uprowadził dziewczynę tylko po to, żeby mieć jej włosy. Zacisnęłam mocno powieki, próbując wyrzucić te myśli z głowy. Niepotrzebnie napędzałam sobie sama strachu.
Kiedy usłyszałam warknięcie Leili, a następnie cichy okrzyk bólu, skuliłam się jeszcze bardziej. Spokojnie, spokojnie, spokojnie... Miałam wrażenie, że porywacze usłyszą moje gwałtowne bicie serca i zorientują się, że już jestem przytomna, a wtedy czeka nas rychła śmierć z rąk psychopatów. Leila pewnie próbowała uciec, ale nic nie przemyślała i ją złapali. A co ja mam zrobić?
- Puść ją, Cade - powiedział jeden, takim tonem jakby był już zmęczony zachowaniem kolegi.
Drugi prychnął przeciągle.
- I myślisz, że ot tak puszczę ją w świat? - Głos niejakiego Cade'a mroził krew w żyłach. Ostry, groźny, bez krzty ciepła. - Po tym jak mnie ugryzła?
- Czyli chcesz zostawić tylko jedną, tak? - westchnął ciężko ten pierwszy.
- O nie, tamtą też zabijemy.
Przesunęłam trochę koc, żeby cokolwiek zobaczyć. Promienie słoneczne oślepiły mnie i natychmiast poczułam ból, jakiego jeszcze nie doznałam. Był to ból tysiąc razy ostrzejszy niż ten, który odczuwałam w domu przy świetle. Z ust wyrwał mi się wrzask i w nagłej panice zaczęłam cofać się do tyłu, choć już byłam przy drzwiach samochodu. Zaplątałam się w koc i im bardziej się szamotałam, tym gorszy ból odczuwałam w wielu miejscach. Ktoś otworzył drzwi z mojej strony i gdyby nie czyjeś ramiona wylądowałabym na żwirze. Z tej strony auta był cień, więc poczułam błogą ulgę. Czułam się tak, jakby ktoś wyjął mnie prosto z pieca i wsadził do lodowatej wody.
- Spokojnie, to normalne - powiedział ktoś przy moim uchu, a ja w nagłym przypływie adrenaliny i strachu, że był tak blisko, odepchnęłam go i zerwałam się na nogi. Byłam tak oślepiona paniką, że nie widziałam, dokąd biegnę. Potykałam się o kamienie, wystające korzenie i wysuszone gałęzie. Co chwilę uderzałam ciałem o ziemię, ale podnosiłam się i uciekałam dalej.
Nagle przede mną pojawił się jeden z porywaczy i złapał mnie mocno za ramiona. Pochylił się i już myślałam, że uderzy mnie głową, ale on tylko obdarzył mnie łagodnym spojrzeniem.
- Nie uciekaj, bo i tak cię dogonię, gdziekolwiek byś nie biegła - powiedział miękko. - Wytłumaczę ci wszystko, ale teraz musimy wracać, bo Cade może coś zrobić twojej siostrze. Rozumiesz?
- Nigdzie z tobą nie pójdę. Porwałeś mnie, chciałeś mnie zabić i teraz chcesz, żebym z tobą gdzieś szła. Proszę, zostawcie nas, nic wam nie zrobiłyśmy, nikomu nic nie powiemy, błagam. - Nawet nie wiedziałam co mówię, a mój głos z każdym kolejnym słowem stawał się coraz bardziej płaczliwy i piskliwy. - Nie mam przy sobie żadnych pieniędzy, ale mogę wam załatwić, tylko proszę, nie zabijajcie nas...
Mężczyzna przymknął na chwilę oczy i westchnął ciężko. Kiedy spojrzał na mnie dobrotliwie chciałam znowu uciec w obawie, że to podstęp.
- Nie zabiję cię i wcale nie chciałem cię zabijać. Uratowałem ci życie, a teraz musimy uratować życie twojej siostrze, bo inaczej...
- ...bo inaczej ten zły Cade ją zabije i nie będziesz miała już siostry - odezwał się Cade ironicznie, wychodząc zza drzew. Nawet nie słyszałam, w którym momencie się pojawił. Byłam kompletnie oszołomiona. Jedną ręką ściskał ramię Leili, a drugą trzymał ją za włosy. Bluzkę miała całą we krwi, a spodnie w brązowym pyle i piachu. Próbowała się wyrywać, ale za każdym razem, gdy to robiła, Cade ciągnął ją za włosy. - Co ciekawsze, myślałem, że to ty będziesz histeryczką, a okazało się odwrotnie - zwrócił się do Leili. Leila zamachnęła się na niego wolną ręką, a on w mgnieniu oka ją złapał. - Nie, perełko, mnie się nie bije.
- Pierdol się - warknęła z morderczym wzrokiem siostra. Zamknij się, idiotko.
- Lekcja kultury ma być krótka czy boleśnie długa? - zapytał Cade i spojrzał na nas, przechylając lekko głowę na bok.
- Daj sobie już spokój - westchnął ten, co mnie trzymał. - To nie czas na żarty.
- Kto tu żartuje? - Cade rozejrzał się wokół, jakby ktoś tu jeszcze miał być. - Bawi cię to? - spojrzał na Leilę. - Bo mnie nie. A was to bawi?
- Proszę, puśćcie nas, nic wam nie zrobiłyśmy, nikomu nie powiemy... - zaczęłam znowu, a Cade parsknął śmiechem.
- No dobra, James, ją możesz zatrzymać, jest zabawna, ale ta musi zniknąć - powiedział i wskazał głową Leilę.
- Obie zostaną, zajmę się nimi - rzekł James poważnym tonem, opuszczając ręce. W powietrzu wisiała obietnica.
Cade namyślił się, a ja byłam całkowicie zdezorientowana. Leila mimo wszystko próbowała obmyślić plan ucieczki, bo zerkała dyskretnie we wszystkie strony, ale to i tak nic by nie dało. Czegokolwiek by nie zrobiła i tak by ją złapali. A ja zaczynałam się z tym godzić...
- I niby gdzie zostaną? Trochę minie zanim się nauczą, a ja nie mam zamiaru użerać się z tą tutaj - mruknął, a po chwili dodał w stronę Leili: - Nie szukaj drogi ucieczki, bo i tak jej tu nie znajdziesz.
Leila wzdrygnęła się, mrużąc oczy. Ponowiła próbę wyrwania się, ale bez efektów. Mężczyzna, który ją trzymał nawet nie drgnął.
Leili musiało być bardzo zimno, bo cała drżała i szczękała zębami. Obie byłyśmy boso, ale ja nie odczuwałam w stopy żadnego chłodu. Tak jakbym w ogóle nie czuła temperatury, nie było mi ani zimno, ani ciepło. Jakąkolwiek temperaturę czułam tylko wtedy, kiedy wystawiałam się na słońce. Przeraziło mnie to jeszcze bardziej. Co jeśli byłam na coś poważnie chora? Albo po prostu traciłam zmysły...
- Daj im trochę czasu, przejdą na dietę i nie będzie problemu. - James miał bardzo przekonujący głos, ale na Cade'a to nie działało. Był niewzruszony, a ja uległabym już z dziesięć razy na jego miejscu.
- Wiewiórek w lesie zabraknie - rzucił sarkastycznie, a po chwili, widząc natarczywe spojrzenie Jamesa, przewrócił oczami. - Rób co chcesz, ale się pospiesz, bo ona ma mało czasu.
Na te słowa twarz Leili zmieniła się diametralnie. Stała się cała blada niczym śnieg, widziałam jak na jej czole zbierają się kropelki potu, a jej ciało zaczyna się trząść. Cade puścił ją w ostatniej chwili, bo padła na kolana i zwymiotowała krwią. Mimowolnie rzuciłam się w jej kierunku. W ostatniej chwili zdążyłam podsunąć dłonie pod głowę siostry, by ta nie uderzyła nią o kamień. Leila straciła przytomność i przestała się ruszać.
To wydarzyło się bardzo szybko. Do moich nozdrzy doleciał słodki zapach, był taki piękny, kusił tak bardzo, że nie potrafiłam się ruszyć. Spojrzałam na rękę Leili, gdzie widniało ostre, długie rozcięcie wzdłuż przedramienia i zobaczyłam krew. Lśniła, zachęcała, wołała. Nim ktokolwiek coś zrobił zatopiłam zęby w ręce siostry, a kiedy poczułam ten wspaniały smak, po prostu eksplodowałam. Piłam łapczywie, a każdy mój nerw wybuchał i zatapiał się w błogiej uldze. Czułam podniecenie i ekscytację, nie potrafiłam przestać. Ktoś złapał mnie za rękę i szarpnął do tyłu, ale go mocno odepchnęłam. Wpadłam w prawdziwą euforię, z której nie mogłam się otrząsnąć, a im dłużej piłam, tym lżej się czułam. Jak w niebie...
W końcu silne ramiona złapały mnie i oderwały od Leili, rzucając na wielkie drzewo z tyłu. Na ułamek sekundy zabrakło mi tchu, ale po chwili wszystko wróciło do normy, a ja padłam na kolana, wpatrując się w bladą i nieprzytomną twarz siostry.
- Przyznam, że się tego nie spodziewałem - powiedział Cade lekko zdziwionym głosem, spoglądając na ciało Leili. Cmoknął dwa razy. - No to mamy problem.
Poczułam nagły impuls, aby rzucić się znowu na Leilę. Z olbrzymią trudnością złapałam się wystających korzeni i zamknęłam oczy. Powoli do mnie docierało, co zrobiłam siostrze. Zrobiłam jej krzywdę, nie wiedziałam nawet, czy nie umierała w tym momencie, zaszkodziłam jej. Ścisnęło mnie w gardle, a w oczach poczułam łzy.
- Cade, proszę, znajdź kogoś. Ona musi się pożywić. - Ton Jamesa był stanowczy i zdecydowany, nie przyjmujący w ogóle jakiejkolwiek odmowy.
Cade przewrócił oczami.
- Będziecie mi to dłużni - westchnął. Podniósł bezwładne ciało Leili i zniknął z szybkością światła. Wyglądała jak trup. O Boże...
- Gdzie on ją zabrał? - zaskrzeczałam od razu, napierając na Jamesa. Złapał mnie za przedramiona, zatrzymując je w połowie drogi do jego głowy. - Co chcecie jej zrobić?!
Czułam niepohamowaną wściekłość, monstrualny strach o siostrę i ogromne zdezorientowanie całym tym dzisiejszym dniem.
- Cade jej pomoże.
- Dopiero co mówiłeś, że może ją zabić! - zawołałam płaczliwie. Czułam jak z oczu leciały mi łzy. Wszystkie negatywne emocje mieszały się ze sobą, a ja nie potrafiłam sobie z nimi poradzić. Jeszcze nigdy nie czułam tylu emocji na raz. Kreśliły one swoje ścieżki w moim umyśle coraz mocniej i ostrzej. Miałam ochotę zrobić krzywdę wszystkiemu, co żyło na tej planecie, zburzyć budynki i spalić całą resztę.
Opadłam na kolana, wbijając palce w glebę i zaczęłam spazmatycznie oddychać. Nie umiałam przestać. Tak jakby ktoś z góry mi to nakazał, a ja nie miałam prawa tego nie zrobić.
- Hej, spokojnie. Oddychaj głęboko, powoli. - Ręce mężczyzny znalazły się na moich ramionach, a ja je szybko strząsnęłam, odsuwając się od niego jak najdalej mogłam. Trafiłam plecami na wielki dąb i mimo, że dalej nie mogłam się już odsunąć, to dalej wierzgałam nogami. - Policz do dziesięciu. Mogę policzyć z tobą, w porządku? Pomyśl o łące, siedzisz na niej i oglądasz kwiatki.
- Nie! Przestań! - zapiszczałam.
- Słońce przyjemnie grzeje i nie sprawia ci bólu - kontynuował mimo wszystko.
- Stop! - krzyczałam, chowając głowę między nogami i rękami.
- Delikatny wiatr owiewa twoją twarz, w tle słyszysz cykanie świerszczy...
Łąka, kwiatki, słońce, wiatr, świerszcze.
Łąka, kwiatki, słońce, wiatr, świerszcze.
Łąka, kwiatki, słońce, wiatr, świerszcze...
- Policz ze mną do dziesięciu, dobrze? Raz... dwa...
- Nie - sapnęłam z trudem.
- Trzy... cztery... Licz ze mną.
- Cztery - wymamrotałam pomiędzy łapczywym łapaniem powietrza do płuc. - Pięć.
Jego głos wydawał się taki miękki i łagodny, że cały jego spokój spływał również na mnie.
- Sześć.
- Siedem... osiem... Zamknij oczy.
Zrobiłam to, choć wcale nie chciałam. Mężczyzna miał jednak na mnie przerażający wpływ i nie mogłam się temu oprzeć.
- Dziewięć...
Usłyszałam szelest jego płaszcza.
- Dziesięć...
Coś ostrego wbiło mi się w szyję, a ja gwałtownie otworzyłam oczy. Machinalnie wyrwałam przedmiot, który mężczyzna wbił mi w szyję i od razu poczułam, jak cała energia mnie opuszcza. Ręce mi zdrętwiały, przestałam cokolwiek czuć i nie mogłam nimi poruszyć. Rzecz, którą trzymałam w dłoni, wypadła mi i uderzyła głucho o ziemię. Wydawało mi się, że nie mam już ciała. Mój umysł zasnuła biała, gęsta mgła, skutecznie zamykając moje oczy. Chciałam coś wykrzyknąć, ale moje struny głosowe przestały istnieć.
- Przepraszam - usłyszałam jeszcze, nim straciłam przytomność.
Kiedy usłyszałam warknięcie Leili, a następnie cichy okrzyk bólu, skuliłam się jeszcze bardziej. Spokojnie, spokojnie, spokojnie... Miałam wrażenie, że porywacze usłyszą moje gwałtowne bicie serca i zorientują się, że już jestem przytomna, a wtedy czeka nas rychła śmierć z rąk psychopatów. Leila pewnie próbowała uciec, ale nic nie przemyślała i ją złapali. A co ja mam zrobić?
- Puść ją, Cade - powiedział jeden, takim tonem jakby był już zmęczony zachowaniem kolegi.
Drugi prychnął przeciągle.
- I myślisz, że ot tak puszczę ją w świat? - Głos niejakiego Cade'a mroził krew w żyłach. Ostry, groźny, bez krzty ciepła. - Po tym jak mnie ugryzła?
- Czyli chcesz zostawić tylko jedną, tak? - westchnął ciężko ten pierwszy.
- O nie, tamtą też zabijemy.
Przesunęłam trochę koc, żeby cokolwiek zobaczyć. Promienie słoneczne oślepiły mnie i natychmiast poczułam ból, jakiego jeszcze nie doznałam. Był to ból tysiąc razy ostrzejszy niż ten, który odczuwałam w domu przy świetle. Z ust wyrwał mi się wrzask i w nagłej panice zaczęłam cofać się do tyłu, choć już byłam przy drzwiach samochodu. Zaplątałam się w koc i im bardziej się szamotałam, tym gorszy ból odczuwałam w wielu miejscach. Ktoś otworzył drzwi z mojej strony i gdyby nie czyjeś ramiona wylądowałabym na żwirze. Z tej strony auta był cień, więc poczułam błogą ulgę. Czułam się tak, jakby ktoś wyjął mnie prosto z pieca i wsadził do lodowatej wody.
- Spokojnie, to normalne - powiedział ktoś przy moim uchu, a ja w nagłym przypływie adrenaliny i strachu, że był tak blisko, odepchnęłam go i zerwałam się na nogi. Byłam tak oślepiona paniką, że nie widziałam, dokąd biegnę. Potykałam się o kamienie, wystające korzenie i wysuszone gałęzie. Co chwilę uderzałam ciałem o ziemię, ale podnosiłam się i uciekałam dalej.
Nagle przede mną pojawił się jeden z porywaczy i złapał mnie mocno za ramiona. Pochylił się i już myślałam, że uderzy mnie głową, ale on tylko obdarzył mnie łagodnym spojrzeniem.
- Nie uciekaj, bo i tak cię dogonię, gdziekolwiek byś nie biegła - powiedział miękko. - Wytłumaczę ci wszystko, ale teraz musimy wracać, bo Cade może coś zrobić twojej siostrze. Rozumiesz?
- Nigdzie z tobą nie pójdę. Porwałeś mnie, chciałeś mnie zabić i teraz chcesz, żebym z tobą gdzieś szła. Proszę, zostawcie nas, nic wam nie zrobiłyśmy, nikomu nic nie powiemy, błagam. - Nawet nie wiedziałam co mówię, a mój głos z każdym kolejnym słowem stawał się coraz bardziej płaczliwy i piskliwy. - Nie mam przy sobie żadnych pieniędzy, ale mogę wam załatwić, tylko proszę, nie zabijajcie nas...
Mężczyzna przymknął na chwilę oczy i westchnął ciężko. Kiedy spojrzał na mnie dobrotliwie chciałam znowu uciec w obawie, że to podstęp.
- Nie zabiję cię i wcale nie chciałem cię zabijać. Uratowałem ci życie, a teraz musimy uratować życie twojej siostrze, bo inaczej...
- ...bo inaczej ten zły Cade ją zabije i nie będziesz miała już siostry - odezwał się Cade ironicznie, wychodząc zza drzew. Nawet nie słyszałam, w którym momencie się pojawił. Byłam kompletnie oszołomiona. Jedną ręką ściskał ramię Leili, a drugą trzymał ją za włosy. Bluzkę miała całą we krwi, a spodnie w brązowym pyle i piachu. Próbowała się wyrywać, ale za każdym razem, gdy to robiła, Cade ciągnął ją za włosy. - Co ciekawsze, myślałem, że to ty będziesz histeryczką, a okazało się odwrotnie - zwrócił się do Leili. Leila zamachnęła się na niego wolną ręką, a on w mgnieniu oka ją złapał. - Nie, perełko, mnie się nie bije.
- Pierdol się - warknęła z morderczym wzrokiem siostra. Zamknij się, idiotko.
- Lekcja kultury ma być krótka czy boleśnie długa? - zapytał Cade i spojrzał na nas, przechylając lekko głowę na bok.
- Daj sobie już spokój - westchnął ten, co mnie trzymał. - To nie czas na żarty.
- Kto tu żartuje? - Cade rozejrzał się wokół, jakby ktoś tu jeszcze miał być. - Bawi cię to? - spojrzał na Leilę. - Bo mnie nie. A was to bawi?
- Proszę, puśćcie nas, nic wam nie zrobiłyśmy, nikomu nie powiemy... - zaczęłam znowu, a Cade parsknął śmiechem.
- No dobra, James, ją możesz zatrzymać, jest zabawna, ale ta musi zniknąć - powiedział i wskazał głową Leilę.
- Obie zostaną, zajmę się nimi - rzekł James poważnym tonem, opuszczając ręce. W powietrzu wisiała obietnica.
Cade namyślił się, a ja byłam całkowicie zdezorientowana. Leila mimo wszystko próbowała obmyślić plan ucieczki, bo zerkała dyskretnie we wszystkie strony, ale to i tak nic by nie dało. Czegokolwiek by nie zrobiła i tak by ją złapali. A ja zaczynałam się z tym godzić...
- I niby gdzie zostaną? Trochę minie zanim się nauczą, a ja nie mam zamiaru użerać się z tą tutaj - mruknął, a po chwili dodał w stronę Leili: - Nie szukaj drogi ucieczki, bo i tak jej tu nie znajdziesz.
Leila wzdrygnęła się, mrużąc oczy. Ponowiła próbę wyrwania się, ale bez efektów. Mężczyzna, który ją trzymał nawet nie drgnął.
Leili musiało być bardzo zimno, bo cała drżała i szczękała zębami. Obie byłyśmy boso, ale ja nie odczuwałam w stopy żadnego chłodu. Tak jakbym w ogóle nie czuła temperatury, nie było mi ani zimno, ani ciepło. Jakąkolwiek temperaturę czułam tylko wtedy, kiedy wystawiałam się na słońce. Przeraziło mnie to jeszcze bardziej. Co jeśli byłam na coś poważnie chora? Albo po prostu traciłam zmysły...
- Daj im trochę czasu, przejdą na dietę i nie będzie problemu. - James miał bardzo przekonujący głos, ale na Cade'a to nie działało. Był niewzruszony, a ja uległabym już z dziesięć razy na jego miejscu.
- Wiewiórek w lesie zabraknie - rzucił sarkastycznie, a po chwili, widząc natarczywe spojrzenie Jamesa, przewrócił oczami. - Rób co chcesz, ale się pospiesz, bo ona ma mało czasu.
Na te słowa twarz Leili zmieniła się diametralnie. Stała się cała blada niczym śnieg, widziałam jak na jej czole zbierają się kropelki potu, a jej ciało zaczyna się trząść. Cade puścił ją w ostatniej chwili, bo padła na kolana i zwymiotowała krwią. Mimowolnie rzuciłam się w jej kierunku. W ostatniej chwili zdążyłam podsunąć dłonie pod głowę siostry, by ta nie uderzyła nią o kamień. Leila straciła przytomność i przestała się ruszać.
To wydarzyło się bardzo szybko. Do moich nozdrzy doleciał słodki zapach, był taki piękny, kusił tak bardzo, że nie potrafiłam się ruszyć. Spojrzałam na rękę Leili, gdzie widniało ostre, długie rozcięcie wzdłuż przedramienia i zobaczyłam krew. Lśniła, zachęcała, wołała. Nim ktokolwiek coś zrobił zatopiłam zęby w ręce siostry, a kiedy poczułam ten wspaniały smak, po prostu eksplodowałam. Piłam łapczywie, a każdy mój nerw wybuchał i zatapiał się w błogiej uldze. Czułam podniecenie i ekscytację, nie potrafiłam przestać. Ktoś złapał mnie za rękę i szarpnął do tyłu, ale go mocno odepchnęłam. Wpadłam w prawdziwą euforię, z której nie mogłam się otrząsnąć, a im dłużej piłam, tym lżej się czułam. Jak w niebie...
W końcu silne ramiona złapały mnie i oderwały od Leili, rzucając na wielkie drzewo z tyłu. Na ułamek sekundy zabrakło mi tchu, ale po chwili wszystko wróciło do normy, a ja padłam na kolana, wpatrując się w bladą i nieprzytomną twarz siostry.
- Przyznam, że się tego nie spodziewałem - powiedział Cade lekko zdziwionym głosem, spoglądając na ciało Leili. Cmoknął dwa razy. - No to mamy problem.
Poczułam nagły impuls, aby rzucić się znowu na Leilę. Z olbrzymią trudnością złapałam się wystających korzeni i zamknęłam oczy. Powoli do mnie docierało, co zrobiłam siostrze. Zrobiłam jej krzywdę, nie wiedziałam nawet, czy nie umierała w tym momencie, zaszkodziłam jej. Ścisnęło mnie w gardle, a w oczach poczułam łzy.
- Cade, proszę, znajdź kogoś. Ona musi się pożywić. - Ton Jamesa był stanowczy i zdecydowany, nie przyjmujący w ogóle jakiejkolwiek odmowy.
Cade przewrócił oczami.
- Będziecie mi to dłużni - westchnął. Podniósł bezwładne ciało Leili i zniknął z szybkością światła. Wyglądała jak trup. O Boże...
- Gdzie on ją zabrał? - zaskrzeczałam od razu, napierając na Jamesa. Złapał mnie za przedramiona, zatrzymując je w połowie drogi do jego głowy. - Co chcecie jej zrobić?!
Czułam niepohamowaną wściekłość, monstrualny strach o siostrę i ogromne zdezorientowanie całym tym dzisiejszym dniem.
- Cade jej pomoże.
- Dopiero co mówiłeś, że może ją zabić! - zawołałam płaczliwie. Czułam jak z oczu leciały mi łzy. Wszystkie negatywne emocje mieszały się ze sobą, a ja nie potrafiłam sobie z nimi poradzić. Jeszcze nigdy nie czułam tylu emocji na raz. Kreśliły one swoje ścieżki w moim umyśle coraz mocniej i ostrzej. Miałam ochotę zrobić krzywdę wszystkiemu, co żyło na tej planecie, zburzyć budynki i spalić całą resztę.
Opadłam na kolana, wbijając palce w glebę i zaczęłam spazmatycznie oddychać. Nie umiałam przestać. Tak jakby ktoś z góry mi to nakazał, a ja nie miałam prawa tego nie zrobić.
- Hej, spokojnie. Oddychaj głęboko, powoli. - Ręce mężczyzny znalazły się na moich ramionach, a ja je szybko strząsnęłam, odsuwając się od niego jak najdalej mogłam. Trafiłam plecami na wielki dąb i mimo, że dalej nie mogłam się już odsunąć, to dalej wierzgałam nogami. - Policz do dziesięciu. Mogę policzyć z tobą, w porządku? Pomyśl o łące, siedzisz na niej i oglądasz kwiatki.
- Nie! Przestań! - zapiszczałam.
- Słońce przyjemnie grzeje i nie sprawia ci bólu - kontynuował mimo wszystko.
- Stop! - krzyczałam, chowając głowę między nogami i rękami.
- Delikatny wiatr owiewa twoją twarz, w tle słyszysz cykanie świerszczy...
Łąka, kwiatki, słońce, wiatr, świerszcze.
Łąka, kwiatki, słońce, wiatr, świerszcze.
Łąka, kwiatki, słońce, wiatr, świerszcze...
- Policz ze mną do dziesięciu, dobrze? Raz... dwa...
- Nie - sapnęłam z trudem.
- Trzy... cztery... Licz ze mną.
- Cztery - wymamrotałam pomiędzy łapczywym łapaniem powietrza do płuc. - Pięć.
Jego głos wydawał się taki miękki i łagodny, że cały jego spokój spływał również na mnie.
- Sześć.
- Siedem... osiem... Zamknij oczy.
Zrobiłam to, choć wcale nie chciałam. Mężczyzna miał jednak na mnie przerażający wpływ i nie mogłam się temu oprzeć.
- Dziewięć...
Usłyszałam szelest jego płaszcza.
- Dziesięć...
Coś ostrego wbiło mi się w szyję, a ja gwałtownie otworzyłam oczy. Machinalnie wyrwałam przedmiot, który mężczyzna wbił mi w szyję i od razu poczułam, jak cała energia mnie opuszcza. Ręce mi zdrętwiały, przestałam cokolwiek czuć i nie mogłam nimi poruszyć. Rzecz, którą trzymałam w dłoni, wypadła mi i uderzyła głucho o ziemię. Wydawało mi się, że nie mam już ciała. Mój umysł zasnuła biała, gęsta mgła, skutecznie zamykając moje oczy. Chciałam coś wykrzyknąć, ale moje struny głosowe przestały istnieć.
- Przepraszam - usłyszałam jeszcze, nim straciłam przytomność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz