Wszystko wokół mnie wirowało. Czułam się, jakbym wsiadła do roller coaster'a i nie mogła z niego wysiąść. Słyszałam grającą cicho muzykę, gdzieś daleko. Wychwytywałam pojedyncze słowa, które padały z ust wokalisty. Zmasakrowana... nóżki... śliczna... serce... czekałem... Nic z tego nie rozumiałam. Ciężkie brzmienia obijały mi się o wnętrze czaszki, niemalże ją rozsadzały. Drżałam na całym ciele. Na przemian robiło mi się zimno i gorąco.
Przymknęłam na chwilę oczy, próbując zorientować się, co się właściwie dzieje. Po dłuższej chwili zaczęło do mnie docierać, że jestem u siebie w pokoju, oparta o coś twardego. Drżącymi dłońmi dotknęłam podłogi, aby się wesprzeć, bo coraz bardziej czułam, że moje ciało staje się bezwładne. Uchyliłam powieki i zobaczyłam jakieś ciało, leżące na podłodze. Nagle zrobiło mi się niedobrze. Męski głos nucił melodyjnie fragmenty piosenki, co zupełnie nie pasowało do klimatu oryginału, a przez to jeszcze bardziej zamotałam się, co się dzieje.
- O ironio - westchnął głos, którego nigdy wcześniej nie słyszałam.
- O ironio - westchnął głos, którego nigdy wcześniej nie słyszałam.
Otworzyłam delikatnie oczy i zanim powieki znów mi opadły, zdołałam dostrzec, że mężczyzna na mnie patrzy.
- Główny wokalista, zanim wstąpił do tego zespołu, pracował w krematorium - powiedział swobodnym tonem. - Pewnego razu przywieźli tam dziesięciomiesięczną dziewczynkę zgwałconą przez własnego ojca. - Nie byłam pewna czy mówi do mnie, czy do kogoś innego, kogo nie zauważyłam. - Później śniła mu się i kiedy nadszedł odpowiedni moment napisał o niej piosenkę. To śmieszne, nie uważasz?
Jego słowa docierały do mnie powoli, a gdy pojęłam ich sens przeszedł mnie dreszcz. Co ty chrzanisz? - zapytałam go w myślach, bo niezbyt miałam siłę, aby mówić.
- Nie przejmuj się zawrotami głowy, miną, kiedy cię zabiję - odparł tak, jakby było to drobnostką i najnormalniejszą w życiu rzeczą. - Chociaż sama byś umarła razem ze swoją siostrą, ale nie mogę ryzykować...
Nic nie rozumiałam. Dlaczego miałby mnie zabijać? Czego nie mógł ryzykować? Co?
- Oj, nie przesadzaj, aż tak źle nie może być - rzucił z lekkim prychnięciem.
Nagle mój żołądek wykonał obrót i poczułam, że zbiera mi się na rzyganie. Zdążyłam się przewrócić na bok, nim wyleciała ze mnie zawartość żołądka. Jednak, gdy zobaczyłam czym zwymiotowałam zrobiło mi się bardziej niedobrze. Na podłodze była krew. Ciemna, gęsta krew, która rozpływała się we wszystkie strony. Gdybym miała siły, odskoczyłabym natychmiast, ale w tym stanie tylko zdołałam się wzdrygnąć.
- A jednak jest źle. Przepraszam, mój błąd - rzekł męski głos.
Spojrzałam w stronę mojego łóżka, na którym siedział mężczyzna. Miał kruczoczarne włosy i przerażający grymas na twarzy. Ubrany był kolorowo, co kompletnie nie pasowało do jego miny.
Otarłam wierzchem dłoni usta, powstrzymując się od kolejnego pawia.
- Niech zgadnę - strzelił palcami - chcesz wiedzieć kim jestem, prawda? Nie będę opowiadać ci historii mojego życia. Tyle się zdarzyło, że ta opowieść trwałaby zdecydowanie za długo. I szczerze powiedziawszy, nie chce mi się. O, już masz jedną informację o mnie - jestem leniwy - mówił mężczyzna. Miał tendencję do przeciągania różnych słów, a przy tym bardzo je wyróżniał. - Nie będę też rozprawiał o kwestii zabicia ciebie i twojej siostrzyczki. Powiedzmy, że nie pasuje mi, iż żyjecie. Więcej wiedzieć nie musisz. A propos twojej siostry. To zadziwiające, że mimo twojego zachowania do niej, ona wciąż jest przy tobie, nie uważasz? Zadziwiające i żałosne.
Obraz wyostrzał mi się co chwilę i zamazywał, tak jak rano. Przeniosłam wzrok na ciało leżące na środku pokoju. To była Vianne. Wyglądała, jakby spała. I nie miała obok siebie kałuży czerwonych rzygowin.
- Nie mam rodzeństwa, ale mam kuzyna. Jesteśmy ze sobą blisko i bardzo lubimy uprzykrzać sobie życie. No wiesz, wbijanie sobie sztućców w ciało, to nasze ulubione zajęcie. Szczególnie, kiedy jesteśmy na siebie źli. - Co? Co? CO? - Nie możesz wiedzieć, nie znasz... TEGO. Szkoda, bo w tej chwili nie rozumiesz moich uczuć. Nie rozumiesz mnie. Może gdybym pozwolił ci żyć? - zastanowił się mężczyzna na głos, a ja zaczęłam podejrzewać, że to jakiś psychopata, który naoglądał się za dużo filmów. - Nie, raczej by to nie przeszło.
- Co ty chrzanisz? - zapytałam, nie rozumiejąc z jego bełkotu nic, a nic.
- Jak masz na imię? A nie, czekaj, nie obchodzi mnie to. Macie jakiś alkohol? Muszę się napić.
Wstał i zaczął szperać w moich szafkach. Robił to powoli, bo każdą rzecz oglądał dwa razy, jakby był to dowód zbrodni. W jednej z szuflad znalazł woreczek z białym proszkiem.
- Amfetamina? - zagwizdał. - A mama wie, że po kryjomu wciągasz?
- Pierdol się - burknęłam.
- Zła odpowiedź.
Znalazł się przy mnie tak szybko, że nawet nie zdążyłam wziąć oddechu. Przysunął usta do mojego ucha.
- Najpierw zobaczysz, jak siostrzyczka cierpi - szepnął mi do ucha, a mi zmroziło krew w żyłach. Nie potrafiłam się ruszyć, nie potrafiłam oddychać i mówić. Wpatrywałam się w siostrę, zniewolona przez strach. Jednocześnie czułam, że mój żołądek niebezpiecznie podskakuje.
Odsunął się ode mnie, wyciągając z kieszeni srebrne nożyczki. Znałam je, bo mama często ich używała. Kucnął przy Vianne i wbił jej nożyczki w szyję. Z ust wyrwał mi się krzyk i nagle znowu pojawił się obok mnie, zatykając mi usta dłonią.
- Zamknij się, głupia - wycedził przez zęby. Po chwili uśmiechnął się do mnie i zaczął się śmiać. - Kiedyś chciałem być lekarzem. Uwielbiałem słuchać o wewnętrznych organach, o żyłach i krwi. Twojej siostrzyczce już nic nie pomoże. Tętnica została uszkodzona, dostanie zapaści, nastąpi spadek ciśnienia i po kilku minutach będzie martwa. To samo będzie z tobą.
Rozchyliłam lekko usta i wszystko stało się zbyt szybko. Zwymiotowałam krwią na mężczyznę, on wbił mi nożyczki w szyję, krzyknęłam i opadłam na podłogę. Nim straciłam przytomność usłyszałam pojedyncze słowa, wyłaniające się jak przez mgłę.
- Cholera!...
- Jazda... tu...
- Ja... zostaw...
- Pomóż...
Później zapadła ciemność.
Ocknęłam się w miejscu, które trzęsło się, wirowało i jakby się poruszało. Znowu cholernie źle się czułam, ściskało mnie w żołądku, a jednocześnie czułam ssanie, jakbym od tygodnia nic nie jadła. Z całej siły powstrzymałam się od wypuszczenia pawia na wolność. Coś na mnie napierało z prawej strony. Zdałam sobie sprawę, że większość mojego ciała jest zdrętwiała, a szczególnie szyja - miałam wrażenie, że jest związana pasem. Kiedy próbowałam się ruszyć, czułam się, jakby moje mięśnie znikły. I nagle wszystko odczułam tysiąc razy mocniej, wpadając na coś twardego.
- Kurwa! - wyrwało się komuś.
Złapałam się za głowę, bo wszystko słyszałam z potrójną głośnością. Rozsadzało mi czaszkę. Obożeobożeoboże. Złapałam się za brzuch, bo mój żołądek zrobił fikołka. Zaraz znowu się zrzygam.
- Zakopiemy tutaj - rozkazał jeden głos.
Otworzyłam oczy. Znowu wszystko wokół mnie wirowało, ale po chwili ustało. Mdłości przeszły równie szybko i choć moje ciało było nadal nieco zdrętwiałe, to czułam się o wiele lepiej. Podniosłam lekko głowę. Leżałam na tylnym siedzeniu samochodu. Mnóstwo światła wpadało do środka, co bardzo drażniło moje oczy. Obok mnie ktoś leżał, ale był cały przykryty kocem. Machinalnie sięgnęłam w stronę tej osoby. Odkrywszy nieco koc, ujrzałam Vianne. Na ustach miała zaschniętą krew, ale była nieprzytomna.
- Nie, nie zakopiemy - odpowiedział drugi głos, chłodno i stanowczo.
Uniosłam głowę jeszcze trochę, aby zobaczyć co dzieje się na zewnątrz. Przez przednią szybę zobaczyłam dwóch mężczyzn. Jeden miał blond włosy, które błyszczały w słońcu, a drugi kruczoczarne. Przez chwilę pomyślałam, że jest to ten sam mężczyzna, co w moim pokoju, ale ten był znacznie młodszy i głos miał nieco inny.
Podciągnęłam się na siedzeniu. Staliśmy na jakimś poboczu, a jakieś dwieście metrów za nami znajdował się jakiś budynek. Otaczały nas krzaki od strony lasu i jakiś murek. Ucieknę, wezwę pomoc, uratują Vianne i zamkną tych debili - pomyślałam. To był wbrew pozorom dobry plan. Gorzej z wcieleniem go w życie, bo nie byłam pewna, czy dam radę uciec.
Sięgnęłam do klamki przy drzwiach. Serce biło mi mocno i przez chwilę bałam się, że nie dam rady w ogóle wyjść z auta.
- Niby dlaczego? - zapytał z wyrzutem czarnowłosy.
- Nie możesz ot tak sobie zakopywać kogo chcesz - warknął głośno ten drugi, a ja wykorzystałam chwilę, gdy nie było cicho i otworzyłam delikatnie drzwi. Dłonie mi drżały, gdy kuliłam się na tylnym siedzeniu i czekałam, aż będę mogła otworzyć szerzej drzwi.
- Co zrobiłeś?
Chwila ciszy.
- Mów, co zrobiłeś - zawołał ten pierwszy. Otworzyłam szerzej drzwi, zaciskając zęby. - Chyba nie dałeś im krwi, James!
- Nie miałem wyboru! Nie mogłem im pozwolić umrzeć - powiedział ten, co nazywał się James. Kiedy mówił, zdążyłam nogami dotknąć żwirowatego podłoża. Byłam boso i miałam nadzieję, że będzie to moim plusem. Słuchając ich, miałam wrażenie, że znalazłam się w jakimś tandetnym programie typu ukryta kamera. - Ktoś musiał im wcześniej dać własną. - Jeden krok.
- Aha! I to cię skłoniło do podania im świeżej krwi! - zawołał rozwścieczony nie-James.
Drugi krok.
- Tylko tej jednej. Drugiej zrobiłem opatrunek na szyję, bo tętnica nie została uszkodzona. Ta pierwsza mogła się wykrwawić w każdej chwili.
Trzeci i czwarty krok.
Żaden samochód w tej chwili nie przejeżdżał i cisza niemalże przytłaczała. Nogi mi drżały ze strachu. Gdyby Vianne była przytomna, zaczęłaby mówić o mordercach, gwałcicielach i o naszych ciałach, które nie zostaną nigdy znalezione. Jej niewypowiedziane słowa dawały się mi we znaki. Próbowałam przestać myśleć o reakcji siostry, ale nie potrafiłam.
- Och, świetnie! Po prostu cudownie! Czyli drugą możemy zabić. - Schowałam się szybko za samochodem. Zrobiłam to, co przyszło mi pierwsze do głowy.
- Nie możesz - powiedział James, a ja położyłam się na żwirowatej powierzchni.
- Mogę - odpowiedział ten drugi i kiedy usłyszałam kroki wśliznęłam się pod samochód. To była najdłuższa chwila, którą przeżyłam. Czekałam, leżąc pod samochodem, zatykając sobie usta, aż zaczną mnie szukać wokół.
- Widzisz, ona chyba też nie chce umrzeć - odparł James z rozbawieniem. Stanęli obok drzwi, przez które wydostałam się z auta. Widziałam czubki ich czarnych butów niezbyt daleko od mojej twarzy,
- Własnoręcznie ją zabiję - warknął ten pierwszy. Był wściekły.
Nagle jedna para nóg zniknęła sprzed moich oczu i zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, poczułam uścisk na kostce u nogi, a później mocne pociągnięcie. Poderwałam ręce do góry, aby złapać się czegoś u spodu auta, ale moje palce prześlizgnęły się tylko po rurze wydechowej.
Próbowałam kopać, ale siła, z którą trzymał mnie mężczyzna była ponad moją. Złapał mnie za włosy i pociągnął do góry, wlokąc do drugiego mężczyzny. Szarpałam się, ale nic to nie dało. Zaczęłam krzyczeć, ale dłoń czarnowłosego szybko znalazła się na przy moich ustach. Nie zdążył jednak dostatecznie dobrze zakryć mi buzi, a ja, niewiele myśląc, ugryzłam go jak najmocniej potrafiłam. Szczęka mnie bolała i zanim dłoń została wyszarpnięta, zdołałam poczuć smak krwi. Usłyszałam syk mojego oprawcy.
- W dodatku waleczna - zachichotał James.
- Oj, nie przesadzaj, aż tak źle nie może być - rzucił z lekkim prychnięciem.
Nagle mój żołądek wykonał obrót i poczułam, że zbiera mi się na rzyganie. Zdążyłam się przewrócić na bok, nim wyleciała ze mnie zawartość żołądka. Jednak, gdy zobaczyłam czym zwymiotowałam zrobiło mi się bardziej niedobrze. Na podłodze była krew. Ciemna, gęsta krew, która rozpływała się we wszystkie strony. Gdybym miała siły, odskoczyłabym natychmiast, ale w tym stanie tylko zdołałam się wzdrygnąć.
- A jednak jest źle. Przepraszam, mój błąd - rzekł męski głos.
Spojrzałam w stronę mojego łóżka, na którym siedział mężczyzna. Miał kruczoczarne włosy i przerażający grymas na twarzy. Ubrany był kolorowo, co kompletnie nie pasowało do jego miny.
Otarłam wierzchem dłoni usta, powstrzymując się od kolejnego pawia.
- Niech zgadnę - strzelił palcami - chcesz wiedzieć kim jestem, prawda? Nie będę opowiadać ci historii mojego życia. Tyle się zdarzyło, że ta opowieść trwałaby zdecydowanie za długo. I szczerze powiedziawszy, nie chce mi się. O, już masz jedną informację o mnie - jestem leniwy - mówił mężczyzna. Miał tendencję do przeciągania różnych słów, a przy tym bardzo je wyróżniał. - Nie będę też rozprawiał o kwestii zabicia ciebie i twojej siostrzyczki. Powiedzmy, że nie pasuje mi, iż żyjecie. Więcej wiedzieć nie musisz. A propos twojej siostry. To zadziwiające, że mimo twojego zachowania do niej, ona wciąż jest przy tobie, nie uważasz? Zadziwiające i żałosne.
Obraz wyostrzał mi się co chwilę i zamazywał, tak jak rano. Przeniosłam wzrok na ciało leżące na środku pokoju. To była Vianne. Wyglądała, jakby spała. I nie miała obok siebie kałuży czerwonych rzygowin.
- Nie mam rodzeństwa, ale mam kuzyna. Jesteśmy ze sobą blisko i bardzo lubimy uprzykrzać sobie życie. No wiesz, wbijanie sobie sztućców w ciało, to nasze ulubione zajęcie. Szczególnie, kiedy jesteśmy na siebie źli. - Co? Co? CO? - Nie możesz wiedzieć, nie znasz... TEGO. Szkoda, bo w tej chwili nie rozumiesz moich uczuć. Nie rozumiesz mnie. Może gdybym pozwolił ci żyć? - zastanowił się mężczyzna na głos, a ja zaczęłam podejrzewać, że to jakiś psychopata, który naoglądał się za dużo filmów. - Nie, raczej by to nie przeszło.
- Co ty chrzanisz? - zapytałam, nie rozumiejąc z jego bełkotu nic, a nic.
- Jak masz na imię? A nie, czekaj, nie obchodzi mnie to. Macie jakiś alkohol? Muszę się napić.
Wstał i zaczął szperać w moich szafkach. Robił to powoli, bo każdą rzecz oglądał dwa razy, jakby był to dowód zbrodni. W jednej z szuflad znalazł woreczek z białym proszkiem.
- Amfetamina? - zagwizdał. - A mama wie, że po kryjomu wciągasz?
- Pierdol się - burknęłam.
- Zła odpowiedź.
Znalazł się przy mnie tak szybko, że nawet nie zdążyłam wziąć oddechu. Przysunął usta do mojego ucha.
- Najpierw zobaczysz, jak siostrzyczka cierpi - szepnął mi do ucha, a mi zmroziło krew w żyłach. Nie potrafiłam się ruszyć, nie potrafiłam oddychać i mówić. Wpatrywałam się w siostrę, zniewolona przez strach. Jednocześnie czułam, że mój żołądek niebezpiecznie podskakuje.
Odsunął się ode mnie, wyciągając z kieszeni srebrne nożyczki. Znałam je, bo mama często ich używała. Kucnął przy Vianne i wbił jej nożyczki w szyję. Z ust wyrwał mi się krzyk i nagle znowu pojawił się obok mnie, zatykając mi usta dłonią.
- Zamknij się, głupia - wycedził przez zęby. Po chwili uśmiechnął się do mnie i zaczął się śmiać. - Kiedyś chciałem być lekarzem. Uwielbiałem słuchać o wewnętrznych organach, o żyłach i krwi. Twojej siostrzyczce już nic nie pomoże. Tętnica została uszkodzona, dostanie zapaści, nastąpi spadek ciśnienia i po kilku minutach będzie martwa. To samo będzie z tobą.
Rozchyliłam lekko usta i wszystko stało się zbyt szybko. Zwymiotowałam krwią na mężczyznę, on wbił mi nożyczki w szyję, krzyknęłam i opadłam na podłogę. Nim straciłam przytomność usłyszałam pojedyncze słowa, wyłaniające się jak przez mgłę.
- Cholera!...
- Jazda... tu...
- Ja... zostaw...
- Pomóż...
Później zapadła ciemność.
Ocknęłam się w miejscu, które trzęsło się, wirowało i jakby się poruszało. Znowu cholernie źle się czułam, ściskało mnie w żołądku, a jednocześnie czułam ssanie, jakbym od tygodnia nic nie jadła. Z całej siły powstrzymałam się od wypuszczenia pawia na wolność. Coś na mnie napierało z prawej strony. Zdałam sobie sprawę, że większość mojego ciała jest zdrętwiała, a szczególnie szyja - miałam wrażenie, że jest związana pasem. Kiedy próbowałam się ruszyć, czułam się, jakby moje mięśnie znikły. I nagle wszystko odczułam tysiąc razy mocniej, wpadając na coś twardego.
- Kurwa! - wyrwało się komuś.
Złapałam się za głowę, bo wszystko słyszałam z potrójną głośnością. Rozsadzało mi czaszkę. Obożeobożeoboże. Złapałam się za brzuch, bo mój żołądek zrobił fikołka. Zaraz znowu się zrzygam.
- Zakopiemy tutaj - rozkazał jeden głos.
Otworzyłam oczy. Znowu wszystko wokół mnie wirowało, ale po chwili ustało. Mdłości przeszły równie szybko i choć moje ciało było nadal nieco zdrętwiałe, to czułam się o wiele lepiej. Podniosłam lekko głowę. Leżałam na tylnym siedzeniu samochodu. Mnóstwo światła wpadało do środka, co bardzo drażniło moje oczy. Obok mnie ktoś leżał, ale był cały przykryty kocem. Machinalnie sięgnęłam w stronę tej osoby. Odkrywszy nieco koc, ujrzałam Vianne. Na ustach miała zaschniętą krew, ale była nieprzytomna.
- Nie, nie zakopiemy - odpowiedział drugi głos, chłodno i stanowczo.
Uniosłam głowę jeszcze trochę, aby zobaczyć co dzieje się na zewnątrz. Przez przednią szybę zobaczyłam dwóch mężczyzn. Jeden miał blond włosy, które błyszczały w słońcu, a drugi kruczoczarne. Przez chwilę pomyślałam, że jest to ten sam mężczyzna, co w moim pokoju, ale ten był znacznie młodszy i głos miał nieco inny.
Podciągnęłam się na siedzeniu. Staliśmy na jakimś poboczu, a jakieś dwieście metrów za nami znajdował się jakiś budynek. Otaczały nas krzaki od strony lasu i jakiś murek. Ucieknę, wezwę pomoc, uratują Vianne i zamkną tych debili - pomyślałam. To był wbrew pozorom dobry plan. Gorzej z wcieleniem go w życie, bo nie byłam pewna, czy dam radę uciec.
Sięgnęłam do klamki przy drzwiach. Serce biło mi mocno i przez chwilę bałam się, że nie dam rady w ogóle wyjść z auta.
- Niby dlaczego? - zapytał z wyrzutem czarnowłosy.
- Nie możesz ot tak sobie zakopywać kogo chcesz - warknął głośno ten drugi, a ja wykorzystałam chwilę, gdy nie było cicho i otworzyłam delikatnie drzwi. Dłonie mi drżały, gdy kuliłam się na tylnym siedzeniu i czekałam, aż będę mogła otworzyć szerzej drzwi.
- Co zrobiłeś?
Chwila ciszy.
- Mów, co zrobiłeś - zawołał ten pierwszy. Otworzyłam szerzej drzwi, zaciskając zęby. - Chyba nie dałeś im krwi, James!
- Nie miałem wyboru! Nie mogłem im pozwolić umrzeć - powiedział ten, co nazywał się James. Kiedy mówił, zdążyłam nogami dotknąć żwirowatego podłoża. Byłam boso i miałam nadzieję, że będzie to moim plusem. Słuchając ich, miałam wrażenie, że znalazłam się w jakimś tandetnym programie typu ukryta kamera. - Ktoś musiał im wcześniej dać własną. - Jeden krok.
- Aha! I to cię skłoniło do podania im świeżej krwi! - zawołał rozwścieczony nie-James.
Drugi krok.
- Tylko tej jednej. Drugiej zrobiłem opatrunek na szyję, bo tętnica nie została uszkodzona. Ta pierwsza mogła się wykrwawić w każdej chwili.
Trzeci i czwarty krok.
Żaden samochód w tej chwili nie przejeżdżał i cisza niemalże przytłaczała. Nogi mi drżały ze strachu. Gdyby Vianne była przytomna, zaczęłaby mówić o mordercach, gwałcicielach i o naszych ciałach, które nie zostaną nigdy znalezione. Jej niewypowiedziane słowa dawały się mi we znaki. Próbowałam przestać myśleć o reakcji siostry, ale nie potrafiłam.
- Och, świetnie! Po prostu cudownie! Czyli drugą możemy zabić. - Schowałam się szybko za samochodem. Zrobiłam to, co przyszło mi pierwsze do głowy.
- Nie możesz - powiedział James, a ja położyłam się na żwirowatej powierzchni.
- Mogę - odpowiedział ten drugi i kiedy usłyszałam kroki wśliznęłam się pod samochód. To była najdłuższa chwila, którą przeżyłam. Czekałam, leżąc pod samochodem, zatykając sobie usta, aż zaczną mnie szukać wokół.
- Widzisz, ona chyba też nie chce umrzeć - odparł James z rozbawieniem. Stanęli obok drzwi, przez które wydostałam się z auta. Widziałam czubki ich czarnych butów niezbyt daleko od mojej twarzy,
- Własnoręcznie ją zabiję - warknął ten pierwszy. Był wściekły.
Nagle jedna para nóg zniknęła sprzed moich oczu i zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, poczułam uścisk na kostce u nogi, a później mocne pociągnięcie. Poderwałam ręce do góry, aby złapać się czegoś u spodu auta, ale moje palce prześlizgnęły się tylko po rurze wydechowej.
Próbowałam kopać, ale siła, z którą trzymał mnie mężczyzna była ponad moją. Złapał mnie za włosy i pociągnął do góry, wlokąc do drugiego mężczyzny. Szarpałam się, ale nic to nie dało. Zaczęłam krzyczeć, ale dłoń czarnowłosego szybko znalazła się na przy moich ustach. Nie zdążył jednak dostatecznie dobrze zakryć mi buzi, a ja, niewiele myśląc, ugryzłam go jak najmocniej potrafiłam. Szczęka mnie bolała i zanim dłoń została wyszarpnięta, zdołałam poczuć smak krwi. Usłyszałam syk mojego oprawcy.
- W dodatku waleczna - zachichotał James.
Ale super! W końcu coś znalazłam dla mnie xD Leila taka... Aaaaaww ja chcę WIĘCEJ WIĘCEJ WIĘCEJ !! Pozdrawiam -P
OdpowiedzUsuń