- WSTAWAJ!
Ktoś potrząsnął mną tak mocno, że prawie zsunęłam się z czegoś na czym leżałam. Wydarzyło się to tak nagle, że moje serce na chwilę stanęło z przerażenia. Wypuściłam powietrze, które musiałam nieświadomie wciągnąć do płuc zanim się obudziłam, a trzęsienie ustało. Usłyszałam kroki i głośne westchnięcie, a później jakby wleczenie po podłodze. Coś głucho opadło obok mnie, a po chwili poczułam czyjeś ciało przy moich ustach. Otworzyłam gwałtownie oczy i z lękiem stwierdziłam, że czarnowłosy mężczyzna wpycha mi do ust czyjś nadgarstek.
- Mam ci pomóc czy sama dasz radę przełknąć? - warknął do mnie, a ja zorientowałam się, że mam usta pełne płynu. Po chwili dotarło do mnie, że to krew. Nie czułam jednak metalicznego zapachu ani posmaku. Kompletnie inaczej pachniało i smakowało. Jeszcze nic, nigdy nie pieściło moich kubków smakowych jak to. Byłam całkowicie zdezorientowana i zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, facet nachylił się nade mną z gniewną miną, odrzucił nadgarstek na bok, zamknął mi usta dłonią i zatkał palcami nos. Automatycznie zaczęłam się wyrywać, wierzgać nogami i próbować go gryźć, ale usta miałam pełne.
- Przełknij to - rozkazał mi władczym, lekko poirytowanym tonem.
Nie miałam powietrza, a kiedy chciałam go nabrać zaczęłam się krztusić. Krew wpłynęła mi wprost do gardła, ale nadal się dusiłam. Cade odsunął ode mnie ręce, a ja przechyliłam się na bok, dusząc się jak jeszcze nigdy. Wyplułam resztki krwi na podłogę, próbując oddychać z myślą, że zaraz umrę z braku powietrza, którego za nic nie mogłam zaczerpnąć.
W pewnym momencie dłoń Cade'a wylądowała z olbrzymią siłą na moich plecach. Nie wiem, co bardziej bolało. Piekło w płucach, czy rozchodzący się ból na plecach. Zaczęłam kaszleć, a po drugim, jeszcze silniejszym, uderzeniu zapragnęłam po prostu umrzeć. Moje ręce trzęsły się okropnie, z oczu leciały mi łzy, a sama czułam się jak rozdeptana opona bez powietrza. Zaczęłam przypominać sobie różne sytuacje z dzieciństwa, o których już dawno zapomniałam i nie byłam pewna czy to przez to, że zdychałam, czy po prostu chciałam pomyśleć o czymś miłym.
Nagle dostałam w plecy trzeci raz i w końcu moje drogi oddechowe zostały oczyszczone. Z ulgą opadłam na stół, na którym leżałam i zamknęłam załzawione oczy, mogąc normalnie znowu oddychać. Kaszlałam jeszcze przez krótką chwilę, ale mogłam nabrać powietrza do płuc i je wypuścić. Nie było nic wspanialszego w tej chwili niż oddychanie.
W pewnym momencie dłoń Cade'a wylądowała z olbrzymią siłą na moich plecach. Nie wiem, co bardziej bolało. Piekło w płucach, czy rozchodzący się ból na plecach. Zaczęłam kaszleć, a po drugim, jeszcze silniejszym, uderzeniu zapragnęłam po prostu umrzeć. Moje ręce trzęsły się okropnie, z oczu leciały mi łzy, a sama czułam się jak rozdeptana opona bez powietrza. Zaczęłam przypominać sobie różne sytuacje z dzieciństwa, o których już dawno zapomniałam i nie byłam pewna czy to przez to, że zdychałam, czy po prostu chciałam pomyśleć o czymś miłym.
Nagle dostałam w plecy trzeci raz i w końcu moje drogi oddechowe zostały oczyszczone. Z ulgą opadłam na stół, na którym leżałam i zamknęłam załzawione oczy, mogąc normalnie znowu oddychać. Kaszlałam jeszcze przez krótką chwilę, ale mogłam nabrać powietrza do płuc i je wypuścić. Nie było nic wspanialszego w tej chwili niż oddychanie.
- Gdybyś od razu przełknęła, to nie byłoby takich cyrków - mruknął mężczyzna, siadając na jakimś rozchybotanym krześle.
Milczałam, ocierając kąciki oczu. W tym momencie nawet nie miało znaczenia, że jakiś typ wcześniej groził mi śmiercią. Chciałam po prostu tak leżeć i cieszyć się z zamieniania tlenu na dwutlenek węgla. Jednak coś mnie tknęło, usiadłam gwałtownie i doznałam niemałego szoku.
Znajdowaliśmy się w jakimś niezbyt przyjemnie urządzonym barze, w którym było pełno osób. Grali w bilard, pili przy barze, rozmawiali, śmiali się, ale żadne z nas nie zawracało sobie głowy naszą obecnością i nie interesowało się tym, co przed chwilą zaszło. Tak jakbyśmy w ogóle nie istnieli, a przecież to zdarzyło się naprawdę!
Ten Cade, z którym byłam wcześniej w lesie siedział na krześle z opartym podbródkiem na ręce i przyglądał mi się. Wyglądał na zirytowanego i zmęczonego, tak jakby to on przed chwilą się właśnie dusił, a nie ja. Naprzeciw niego na krześle siedział nieprzytomny chłopak, a z jego nadgarstka spływała krew na podłogę. Twarz miał bladą, ale wyglądał jakby spał.
Powoli przeniosłam wzrok na jego rękę i czerwoną ciecz, wydobywającą się z jego żył. Wciągnęłam zapach krwi do nozdrzy i poczułam nagły przypływ podniecenia. Nieprzyjemne ssanie w żołądku tylko napędzało ekscytację na widok krwi. Naprawdę nie wiedziałam, dlaczego tak nagle zapragnęłam poczuć ten smak, ale nie mogłam się temu oprzeć. Nie potrafiłam utrzymać kontroli nad swoim ciałem, jakaś olbrzymia siła popychała mnie w stronę nieprzytomnego chłopaka, a ja nawet nie chciałam protestować. Zsunęłam się ze stołu i opadłam na kolana, chwytając jego nadgarstek dłońmi. Przez ułamek sekundy słyszałam głos sumienia, że nie powinnam tego robić, ale po chwili przypomniałam sobie, że przecież ja nie mam sumienia i zatopiłam zęby w ręce chłopaka.
To co poczułam było nie do opisania. Tak jakby wewnątrz mnie wybuchł pożar, pochłaniając wszystko w przyjemnym gorącu. Byłam zafascynowana smakiem, zapachem i idealną gęstością, która pieściła mój umysł, moje zmysły i ciało. Nie umiałam przestać i z każdą kolejną sekundą pogłębiałam się w euforii, która rozpalała każdy mój nerw do czerwoności, zamieniając się w piękną, przejrzystą błogość. To uczucie było milion razy lepsze niż to, kiedy jest się na haju po najlepszym towarze jaki można zdobyć.
- Uważaj, bo go zabijesz - doszedł do mnie czyjś głos. Był jednak zbyt odległy, by mógł cokolwiek zmienić i zszedł na najdalszy plan. W pewnej chwili ktoś złapał mnie za ręce i oderwał od chłopaka niemalże rzucając na ścianę. Spojrzałam z zaskoczeniem na Cade'a, a ten westchnął ciężko i znowu usiadł na krześle. - Powiedziałem, żebyś uważała - wycedził przez zęby.
Zamknęłam oczy i zacisnęłam usta, po czym je oblizałam i znowu zacisnęłam. - Co mi zrobiłeś? - wymamrotałam. Nie miałam szans, by uciec, już to wiedziałam. Chciałam się tylko dowiedzieć, co się wydarzyło, zanim podjęłabym kolejną próbę ucieczki, która i tak zakończyłaby się fiaskiem.
- No cóż - westchnął i oblizał wargi. - Zrobiłem niewiele, ale mógłbym zrobić dużo więcej - spojrzał na mnie spod przymrużonych oczu, taksując mnie spojrzeniem.
Przez myśl mi przeszło, że zechce mnie jeszcze zgwałcić przed tym, kiedy skręci mi kark. Zadrżałam. Byłam otumaniona wszystkimi wydarzeniami i tym, co się ze mną działo. Rzuciłam się na nieprzytomnego chłopaka, piłam jego krew i nie mogłam się od tego powstrzymać. Byłam przetrzymywana w barze, gdzie ludzie udawali, że nas nie ma, wcześniej zostałam porwana i rozdzielona z siostrą. Przecież to brzmi jak scenariusz do filmu lub koszmar, z którego miałam nadzieję się obudzić.
- Co zrobiłeś z Vianne? - wychrypiałam z trudem. Nie chciałam nawet myśleć o tym, że mogłaby już nie żyć.
- Ja? Ja nic nie zrobiłem - odparł krótko.
- Czy ona żyje? - zapytałam znowu, próbując nie wyobrażać sobie jej martwego ciała.
- Mam nadzieję, że nie.
Podniosłam głowę i spojrzałam na mężczyznę. Zobaczyłam jego złośliwy błysk w oku i delikatne rozbawienie na jego twarzy. Drażnił się ze mną i wychodziło mu to bardzo dobrze.
- Gdzie ona jest? - Nie poddawałam się. Chciałam tylko wiedzieć, co się z nią stało.
- Nie mam pojęcia - wzruszył ramionami.
- Co jej zrobiłeś? - wycedziłam przez zęby powoli wstając.
Cade westchnął i przewrócił oczami.
- Drażnisz mnie - mruknął beznamiętnie. Rozsadził się wygodnie w fotelu, podparł jedną ręką i pstryknął palcami do jednej z dziewczyn za barem. Ta po chwili przyszła ze szklanką whisky w jednej ręce i butelką w drugiej. Z kuszącym uśmiechem nalała mężczyźnie trunku.
- Zostaw całą butelkę, skarbie - rzekł do niej, a ona posłusznie zrobiła to, co powiedział. Odchodząc od nas spojrzała obojętnie na chłopaka, który zaczął wykrwawiać się na śmierć.
Jego bezwładne ciało spoczywało na chybotającym się, drewnianym krześle. Skórę miał bladą i tak cienką, że mogłam bez problemu dostrzec zarys jego żył. Z jednej z nich wciąż sączyła się krew i skapywała na podłogę, gdzie już powstała kałuża. Ciemne, coraz gęstsze osocze powoli rozprzestrzeniało się po starym, obdrapanym drewnie.
W jednej sekundzie zapomniałam, czego tak naprawdę chciałam od niejakiego Cade'a. Wszystko przestało być ważne. Nie wiedziałam co robię, czułam jedynie pragnienie krwi. Jej zapach mnie zniewalał, nawet z takiej odległości i niewiele myśląc podskoczyłam do ciała chłopaka i zatopiłam zęby w jego nadgarstku. Euforia ogarniała każdy mój nerw w ciele. Czułam się totalnie błogo.
Ten Cade, z którym byłam wcześniej w lesie siedział na krześle z opartym podbródkiem na ręce i przyglądał mi się. Wyglądał na zirytowanego i zmęczonego, tak jakby to on przed chwilą się właśnie dusił, a nie ja. Naprzeciw niego na krześle siedział nieprzytomny chłopak, a z jego nadgarstka spływała krew na podłogę. Twarz miał bladą, ale wyglądał jakby spał.
Powoli przeniosłam wzrok na jego rękę i czerwoną ciecz, wydobywającą się z jego żył. Wciągnęłam zapach krwi do nozdrzy i poczułam nagły przypływ podniecenia. Nieprzyjemne ssanie w żołądku tylko napędzało ekscytację na widok krwi. Naprawdę nie wiedziałam, dlaczego tak nagle zapragnęłam poczuć ten smak, ale nie mogłam się temu oprzeć. Nie potrafiłam utrzymać kontroli nad swoim ciałem, jakaś olbrzymia siła popychała mnie w stronę nieprzytomnego chłopaka, a ja nawet nie chciałam protestować. Zsunęłam się ze stołu i opadłam na kolana, chwytając jego nadgarstek dłońmi. Przez ułamek sekundy słyszałam głos sumienia, że nie powinnam tego robić, ale po chwili przypomniałam sobie, że przecież ja nie mam sumienia i zatopiłam zęby w ręce chłopaka.
To co poczułam było nie do opisania. Tak jakby wewnątrz mnie wybuchł pożar, pochłaniając wszystko w przyjemnym gorącu. Byłam zafascynowana smakiem, zapachem i idealną gęstością, która pieściła mój umysł, moje zmysły i ciało. Nie umiałam przestać i z każdą kolejną sekundą pogłębiałam się w euforii, która rozpalała każdy mój nerw do czerwoności, zamieniając się w piękną, przejrzystą błogość. To uczucie było milion razy lepsze niż to, kiedy jest się na haju po najlepszym towarze jaki można zdobyć.
- Uważaj, bo go zabijesz - doszedł do mnie czyjś głos. Był jednak zbyt odległy, by mógł cokolwiek zmienić i zszedł na najdalszy plan. W pewnej chwili ktoś złapał mnie za ręce i oderwał od chłopaka niemalże rzucając na ścianę. Spojrzałam z zaskoczeniem na Cade'a, a ten westchnął ciężko i znowu usiadł na krześle. - Powiedziałem, żebyś uważała - wycedził przez zęby.
Zamknęłam oczy i zacisnęłam usta, po czym je oblizałam i znowu zacisnęłam. - Co mi zrobiłeś? - wymamrotałam. Nie miałam szans, by uciec, już to wiedziałam. Chciałam się tylko dowiedzieć, co się wydarzyło, zanim podjęłabym kolejną próbę ucieczki, która i tak zakończyłaby się fiaskiem.
- No cóż - westchnął i oblizał wargi. - Zrobiłem niewiele, ale mógłbym zrobić dużo więcej - spojrzał na mnie spod przymrużonych oczu, taksując mnie spojrzeniem.
Przez myśl mi przeszło, że zechce mnie jeszcze zgwałcić przed tym, kiedy skręci mi kark. Zadrżałam. Byłam otumaniona wszystkimi wydarzeniami i tym, co się ze mną działo. Rzuciłam się na nieprzytomnego chłopaka, piłam jego krew i nie mogłam się od tego powstrzymać. Byłam przetrzymywana w barze, gdzie ludzie udawali, że nas nie ma, wcześniej zostałam porwana i rozdzielona z siostrą. Przecież to brzmi jak scenariusz do filmu lub koszmar, z którego miałam nadzieję się obudzić.
- Co zrobiłeś z Vianne? - wychrypiałam z trudem. Nie chciałam nawet myśleć o tym, że mogłaby już nie żyć.
- Ja? Ja nic nie zrobiłem - odparł krótko.
- Czy ona żyje? - zapytałam znowu, próbując nie wyobrażać sobie jej martwego ciała.
- Mam nadzieję, że nie.
Podniosłam głowę i spojrzałam na mężczyznę. Zobaczyłam jego złośliwy błysk w oku i delikatne rozbawienie na jego twarzy. Drażnił się ze mną i wychodziło mu to bardzo dobrze.
- Gdzie ona jest? - Nie poddawałam się. Chciałam tylko wiedzieć, co się z nią stało.
- Nie mam pojęcia - wzruszył ramionami.
- Co jej zrobiłeś? - wycedziłam przez zęby powoli wstając.
Cade westchnął i przewrócił oczami.
- Drażnisz mnie - mruknął beznamiętnie. Rozsadził się wygodnie w fotelu, podparł jedną ręką i pstryknął palcami do jednej z dziewczyn za barem. Ta po chwili przyszła ze szklanką whisky w jednej ręce i butelką w drugiej. Z kuszącym uśmiechem nalała mężczyźnie trunku.
- Zostaw całą butelkę, skarbie - rzekł do niej, a ona posłusznie zrobiła to, co powiedział. Odchodząc od nas spojrzała obojętnie na chłopaka, który zaczął wykrwawiać się na śmierć.
Jego bezwładne ciało spoczywało na chybotającym się, drewnianym krześle. Skórę miał bladą i tak cienką, że mogłam bez problemu dostrzec zarys jego żył. Z jednej z nich wciąż sączyła się krew i skapywała na podłogę, gdzie już powstała kałuża. Ciemne, coraz gęstsze osocze powoli rozprzestrzeniało się po starym, obdrapanym drewnie.
W jednej sekundzie zapomniałam, czego tak naprawdę chciałam od niejakiego Cade'a. Wszystko przestało być ważne. Nie wiedziałam co robię, czułam jedynie pragnienie krwi. Jej zapach mnie zniewalał, nawet z takiej odległości i niewiele myśląc podskoczyłam do ciała chłopaka i zatopiłam zęby w jego nadgarstku. Euforia ogarniała każdy mój nerw w ciele. Czułam się totalnie błogo.
- Zostaw go - usłyszałam lodowaty głos mężczyzny za swoimi plecami. Nagle pociągnął mnie za włosy tak mocno, że wyrwał mi ich naprawdę sporą garść. Odciągnął mnie od chłopaka i jednym lekkim ruchem rzucił mną wgłąb knajpy. Wpadłam na puste krzesła i stół, przewracając je na podłogę. Nie wiem, co mnie bardziej bolało; głowa, plecy czy moja urażona duma. Byłam zdezorientowana tym do czego mnie ciągnęło i co się ze mną działo. Miałam ochotę zrobić tak wiele rzeczy na raz, że przerażało mnie to. Jednak jedyne co zrobiłam, to... zaczęłam się śmiać. Wszystko tak nagle zaczęło mnie bawić, że nie potrafiłam się uspokoić. Wpadłam w histeryczny śmiech, który trwał i trwał, i trwał.
- Mam cię dość - mruknął mężczyzna. Jak w zwolnionym tempie wstał i skierował się ku mnie, chcąc mi coś zrobić. W ostatniej chwili usłyszeliśmy stanowcze: "Zostaw ją!". Cade znieruchomiał, ja natychmiast przestałam pajacować i oboje zwróciliśmy głowy w kierunku drzwi.
Zobaczyłam Jamesa, trzymającego na rękach bezwładne ciało Vianne. Huśtawka nastrojów przyspieszyła, a ja poczułam następująco lęk, wściekłość, panikę, a na końcu ostry gniew. Poderwałam się natychmiast na nogi i w sekundę znalazłam się przy niesionej siostrze.
- Co jej zrobiłeś? - warknęłam, będąc gotowa go uderzyć.
- Spokojnie. Żyje, ale jest nieprzytomna - powiedział blondyn. - Nie przyszłaby tu dobrowolnie, więc musiałem coś zrobić, żeby ją tutaj przynieść. Wybacz mi za siostrę.
Byłam w szoku.
James położył Vianne na stole, na którym wcześniej leżałam. To wszystko było dla mnie za wiele. Wczorajsza ucieczka, jakiś facet, pragnący naszej śmierci, porwanie, kolejna ucieczka, picie krwi, nieprzytomna Vianne. Poczułam taką bezsilność, że po prostu usiadłam na jakimś krześle, położyłam ręce na stole i oparłam o nie głowę. Za dużo wrażeń, a ja niczego nie ogarniałam.
- Zapewne chciałabyś jakiegoś wytłumaczenia tego wszystkiego, prawda? - zagadnął James łagodnym tonem.
Pokiwałam głową.
- Stałaś się właśnie wampirem, bo nasz kochany James, zbawca świata nie chciał, żebyś zdechła - burknął Cade.
Aha.
- Nie trzeba było tego mówić tak dosadnie - zbeształ James Cade'a.
Aha.
Wampir.
Wampir...
Co proszę?
- Mam cię dość - mruknął mężczyzna. Jak w zwolnionym tempie wstał i skierował się ku mnie, chcąc mi coś zrobić. W ostatniej chwili usłyszeliśmy stanowcze: "Zostaw ją!". Cade znieruchomiał, ja natychmiast przestałam pajacować i oboje zwróciliśmy głowy w kierunku drzwi.
Zobaczyłam Jamesa, trzymającego na rękach bezwładne ciało Vianne. Huśtawka nastrojów przyspieszyła, a ja poczułam następująco lęk, wściekłość, panikę, a na końcu ostry gniew. Poderwałam się natychmiast na nogi i w sekundę znalazłam się przy niesionej siostrze.
- Co jej zrobiłeś? - warknęłam, będąc gotowa go uderzyć.
- Spokojnie. Żyje, ale jest nieprzytomna - powiedział blondyn. - Nie przyszłaby tu dobrowolnie, więc musiałem coś zrobić, żeby ją tutaj przynieść. Wybacz mi za siostrę.
Byłam w szoku.
James położył Vianne na stole, na którym wcześniej leżałam. To wszystko było dla mnie za wiele. Wczorajsza ucieczka, jakiś facet, pragnący naszej śmierci, porwanie, kolejna ucieczka, picie krwi, nieprzytomna Vianne. Poczułam taką bezsilność, że po prostu usiadłam na jakimś krześle, położyłam ręce na stole i oparłam o nie głowę. Za dużo wrażeń, a ja niczego nie ogarniałam.
- Zapewne chciałabyś jakiegoś wytłumaczenia tego wszystkiego, prawda? - zagadnął James łagodnym tonem.
Pokiwałam głową.
- Stałaś się właśnie wampirem, bo nasz kochany James, zbawca świata nie chciał, żebyś zdechła - burknął Cade.
Aha.
- Nie trzeba było tego mówić tak dosadnie - zbeształ James Cade'a.
Aha.
Wampir.
Wampir...
Co proszę?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz