środa, 20 stycznia 2016

Leila

    Światło okrutnie drażniło moje źrenice skrywane pod powiekami. Lekko przytłumione odgłosy z dołu rozsadzały moją czaszkę, a okropny zapach przyprawiał mnie o mdłości, choć jeszcze porządnie się nie obudziłam. Czułam też niepokojące skurcze żołądka, jakbym miała zaraz zwymiotować. Z ledwością zasłoniłam twarz kołdrą. Byłam dziwnie wyczerpana, jakby cała energia ze mnie uszła podczas snu i nawet nie próbowała się regenerować. I nagle przypomniałam sobie te czarne niczym smoła oczy.     
    Rozchyliłam gwałtownie powieki, czując nagłe przyspieszenie serca i obezwładniający mnie strach. I serce, które przed chwilą biło mi jak szalone zamarło. Poderwałam się na klęczki na łóżku. Obraz przed moimi oczami był zamazany. Nie potrafiłam odróżnić kształtu poszczególnych rzeczy, a kolory straciły swój urok - były ponure i bardziej szare niż zazwyczaj. Tak jakbym nie miała założonych soczewek kontaktowych, albo nawet tysiąc razy gorzej. Zalążek paniki szybko się u mnie zakorzenił, cała się trzęsłam. Nie, nie, nie! Jęczałam w myślach, a w rzeczywistości wydawałam z siebie dźwięki, wskazujące na duszenie się zmieszane z krztuszeniem. Byłam pewna, że nie zdejmowałam soczewek na noc. Rzuciłam się w ciemny kąt pokoju do wielkiej, staromodnej komody, która przeżyła już swoje lata świetności, szukając nerwowo lusterka albo czegokolwiek, w czym mogłabym się przejrzeć. 
    Byłam już bliska płaczu. Szperałam w szufladach, wyrzucając wszystkie, już i tak pogniecione, ciuchy na podłogę. Kilka razy zahaczyłam dłonią o wystającą drzazgę, której już dawno powinnam się pozbyć. Błądziłam po omacku, instynkt i znajomość własnego pokoju zostały odepchnięte na bok przez przerażenie. Nie mogłam stracić wzroku! Nie mogłam stać się niewidoma! Miałam dopiero szesnaście lat, już i tak mój wzrok był bardzo pogorszony, ale nie mógł być w takim krytycznym stanie! Padłam na kolana przed komodą, dosłownie wyszarpując szufladę z szyn, na których się przesuwały. Moje palce trafiły na coś gładkiego i zimnego. Przysunęłam lusterko jak najbliżej się dało. Trudno mi było cokolwiek zobaczyć, ale zdołałam wykryć zarys niebieskoprzezroczystej soczewki, oplatającą moją tęczówkę. 
    Jeśli miałam w oczach szkła kontaktowe, to dlaczego tak słabo widziałam? Mój wzrok był aż tak słaby, że mocne soczewki nic nie dawały? Zaczęłam oddychać spazmatycznie. Drżące palce przyłożyłam do oka i szybkim ruchem ściągnęłam soczewkę.     
    Spojrzałam w dal i moje serce znów mi zamarło.     
Prawym okiem, z którego została ściągnięta pomoc dla oka, widziałam wszystko wyraźnie, z najdrobniejszymi szczegółami. Nierówności ścian, zwłoki muszek, które w nocy zlatywały się do lampki na szafce nocnej, po czym ginęły od gorąca żarówki, a nawet pyłki kurzu, unoszące się w powietrzu. Natychmiast zdjęłam i drugą soczewkę. Było tak, jak z poprzednim okiem. Ulga przepełniła mnie tak nagle, że znów zapłakałam, tym razem ze szczęścia. Oparłam się o komodę z wyrzuconymi szufladami i spojrzałam na porozrzucane wszędzie ubrania. Co się takiego wydarzyło, że po sześciu latach odkąd stwierdzono, iż mam poważną wadę, pogarszający się z każdym kolejnym rokiem wzrok tak nagle wrócił do swojego pierwotnego stanu? Nie wierzyłam w cuda, ani w Boga, więc jak u licha?     
    Przez chwilę gorączkowo zastanawiałam się nad tym, co się właściwie wydarzyło. W pokoju obok rozległo się głuche uderzenie o podłogę, ale ja byłam zbyt przejęta swoją nagłą poprawą wzroku, by pójść zobaczyć co się stało. Podniosłam lusterko z powrotem do twarzy i przyjrzałam się jeszcze raz swoim oczom. Wyglądały zupełnie normalnie, więc dlaczego nie potrzebowałam już soczewek? I nagle przypomniałam sobie, co zaszło poprzedniego wieczoru. Znowu zobaczyłam czarne, przepełnione groźbą i żądzą oczy. Nie były to zwykłe oczy o ciemnej barwie. Były pozbawione białek niczym u demona.   
    Skurcze w żołądku dały się we znaki, tym razem z lęku. Ostatnie, co pamiętałam, to ból w okolicy szyi, jakby ktoś wbijał mi ostre, grube igły głęboko pod skórę. Machinalnie dotknęłam miejsca, które wczorajszej nocy doznało krzywdy.     
    Skóra w tych okolicach była wrażliwa i kiedy jej dotknęłam zasyczałam z bólu. Wyczułam pod koniuszkami palców dwa strupki. Im dłużej ich dotykałam, tym bardziej podobał mi się ten ból. Spojrzałam w lusterko, a to, co zobaczyłam, przeraziło mnie do szpiku kości. Widziałam wyraźne ugryzienie. Nie takie ludzkie, ale bardziej przypominało ukąszenie węża. Pierwsza moja myśl była dosyć absurdalna. Ugryzł mnie wampir. Jednak pomimo, że bardzo lubiłam fantastykę, to w wampiry nie wierzyłam i wyrosłam z nich parę lat temu. Nie był to wąż, chyba, że mężczyzna zamiast normalnych zębów miał specjalnie wypiłowane na kształt kłów tego gada.
   Dźwignęłam się na nogi, czując, jak odrobinę kręci mi się w głowie. Zamknęłam na chwilę oczy, a kiedy je otworzyłam było wszystko w porządku. Byłam oszołomiona. To, co się wczoraj wydarzyło nie było normalne i sam fakt, który uderzył mnie chyba najmocniej, to to, że znalazłam się w swoim pokoju, jakby nic się nie wydarzyło. Nie miałam pojęcia w jaki sposób dotarłam do domu i czy mama lub brat widzieli mnie wczorajszej nocy. Czy ktoś mi pomógł, czy wróciłam sama. I co z Vianne? 
   Przypominając sobie o siostrze, zrobiłam krok w stronę drzwi, kiedy te nagle się przede mną otworzyły, a do środka wpadła Vianne. Była cała blada i trzęsła się ze zdenerwowania. Zatrzasnęła za sobą drzwi, ale nie puściła klamki. Ściskała ją mocno, jakby miało ją to uchronić przed złem.
   - Coś się stało - wymamrotała niewyraźnie, spoglądając na mnie intensywnie. - W-wczoraj. D-dzisiaj też. 
   Vianne była tak niespokojna, że postanowiłam zaczekać ze swoimi rewelacjami, póki nie powie mi, co się dokładnie stało. 
   - Co się stało? - zapytałam, kiedy Vianne milczała. Czekałam niecierpliwie aż wyrzuci to z siebie, podczas gdy ona z każdą kolejną sekundą wyglądała, jakby miała zemdleć. - Siadaj. - Pociągnęłam ją na łóżko, nie było łatwo oderwać ją od tej biednej klamki, aż w końcu udało mi się ją posadzić. - Co się stało? - powtórzyłam.
   - Słońce mnie parzy - wyszeptała tak cicho, że musiałam nadstawić ucha, by zrozumieć jej słowa. Lecz pomimo to, że usłyszałam, co powiedziała, to mój umysł tego nie przyjął do wiadomości. Patrzyłam na nią tępo, zastanawiając się, czy właśnie to powiedziała.
   - Jak to słońce cię parzy? Co? - Zmarszczyłam czoło, wpatrując się w Vianne. Czy to był jakiś nieśmieszny żart, którego nie załapałam? 
   - No słońce mnie parzy - powtórzyła, tym razem trochę głośniej. 
   - Co? - Mój mózg pracował na wysokich obrotach, próbując zrozumieć sens jej wypowiedzi. Można sobie poparzyć skórę jak siedzi się przez cały dzień na słońcu i bez żadnego filtra UV, czy innego ochronnego cholerstwa, ale inaczej nie ma jak, a zapewne nie o to chodziło siostrze. 
   - Popatrz! - Vianne podeszła do okna i odsłoniła lekko zasłonę, a następnie wystawiła rękę w słup światła. Jej skóra, w miejscu gdzie padały promienie słoneczne, zaczęła robić się lekko różowa. W mgnieniu oka tworzyły się na niej pęcherze, a słońce zaczęło wypalać tkanki. Vianne zabrała rękę, sycząc z bólu, a to, co zobaczyłam wstrząsnęło mną dwukrotnie. Oparzone miejsce zaczęło samo się regenerować. Kilka sekund później zniknęły pęcherze, a skóra odzyskała swoją dawną strukturę i kolor. 
   Opadłam na łóżko, czując jak krew odpływa mi z twarzy. Co się właśnie wydarzyło? Przecież to nie może dziać się naprawdę! Spojrzałyśmy na siebie, próbując przetrawić to, co przed chwilą zobaczyłyśmy. Żadna z nas nie wiedziała jak to logicznie wyjaśnić, bo przecież takie rzeczy zawsze działy się w bajkach, czy innej fantastyce. 
   - Mam ślad po ugryzieniu - wyrzuciłam z siebie nieoczekiwanie. - Jakby po wężu. - Odchyliłam głowę i wskazałam na dwa strupki na mojej szyi. 
   Vianne zasłoniła porządnie okno, by światło nie przebijało się do pokoju i podeszła do mnie, by pokazać dokładnie takie samo ugryzienie. 
   - Jak wróciłaś do domu? - Vianne usiadła obok mnie. 
   - Nie pamiętam - wzruszyłam ramionami. Opowiedziałam Vi jak to wszystko wyglądało z mojej perspektywy, a ona opisała ze swojej. W większości doświadczyłyśmy tego samego; obie zostałyśmy ugryzione w podobne miejsce na szyi tuż przy tętnicy. Jedynie, co różniło te sytuacje, to fakt, że ból, który wówczas odczuwałam był o wiele silniejszy niż ten, który czuła Vianne, nie doznałam żadnej "błogości", a dodatkowo było jeszcze to dziwne spojrzenie mężczyzny, sprawiające, że nie potrafiłam się ruszyć. Żadna z tych rzeczy nie brzmiała normalnie i gdybym nie przeżyła czegoś takiego, to po opowieści Vianne uznałabym ją za wariatkę na mocnych dragach. 
   - Poprawił mi się wzrok - dodałam po długiej chwili ciszy. - Nie potrzebuję już soczewek. - Vianne intensywnie myślała, wpatrując się w jeden punkt. Zawsze tak robiła, kiedy coś pochłaniało cały jej umysł. Oparłam się łokciami o kolana i schowałam twarz w dłoniach. Zamknęłam oczy, wsłuchując się w otoczenie dookoła. Gdy skupiłam się na tym co mnie otacza, wszystko stawało się bardziej wyraziste. Słyszałam jak mama krząta się po kuchni, jak dwie uliczki dalej przejeżdża samochód i jak Dwayne przekłada rzeczy w swoim pokoju. To było tak niesamowite i nierealistyczne, że trudno było w to uwierzyć.
   - Słyszę wszystko tak wyraźnie... Czuję różne, dziwne zapachy. Widzę najdrobniejszy pyłek. - Żołądek ścisnął mi się boleśnie. - I jednocześnie bardzo dziwnie się czuję. Jest mi niedobrze, słońce mnie drażni, choć mam zasłony i jest mi okropnie gorąco. - Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że mam nietypowe dolegliwości. Czułam zbierający się pot na swojej skórze, żołądek podchodził mi do gardła, oczy miałam podrażnione i zaczynała boleć mnie głowa. - Może my jesteśmy na coś chore?
   - A jakbyś wytłumaczyła tak szybkie poparzenia słoneczne? - zapytała Vianne, a ja wzruszyłam ramionami. Coś mnie tknęło, by sprawdzić, czy cierpię na to samo. Wstałam, szybko podeszłam do okna i odsłoniłam zasłonę. 
   - Ała! - zawołała Vianne, chowając się w ciemny kąt. Stałam przed oknem w promieniach słonecznych i czułam jedynie zwykłe ciepło. Odwróciłam się do siostry i zobaczyłam jej zdziwione spojrzenie. - Już nic nie rozumiem. - Vianne przycisnęła palce do skroni i zamknęła oczy, rozpoczynając burzę mózgu.
   Odgarnęłam włosy do tyłu, zdając sobie sprawę jakie tłuste są. Prócz nieświeżych włosów byłam również cała przepocona i przydałby mi się konkretny prysznic. 
   - To ty zrób pospolite ruszenie swoich szarych komórek, a ja w tym czasie pójdę wziąć prysznic - powiedziałam. - Później o tym poczytam, może coś w necie piszą. 
   Vianne pokiwała głową, ale myślami była już gdzie indziej. Zostawiłam ją samą w moim pokoju, a sama ruszyłam pośpiesznym krokiem w stronę łazienki. Pod prysznicem roztrząsałam wczorajszy wieczór i dzisiejszy poranek. Myśli plątały mi się w głowie od nadmiaru wrażeń, ale nie byłam w stanie wymyślić logicznego rozwiązania tego, co się wydarzyło. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz